Czuje się w naszym domu bezpieczny

Gdy rozmawiałem o tym później z Charlotte, doszliśmy wspólnie do wniosku, że zachowanie Timmy’ego należałoby łączyć nie tyle z obawą, że „odeślą mnie z powrotem do Korei”, co raczej z wywołaniem u niego złych wspomnień. Towarzyszyła mu chęć utożsamienia się z nami i sprawienia nam przyjemności. Trwało to jeszcze kilka tygodni, po których nastąpił „punkt zwrotny”. Jedliśmy śniadanie, a ja poprosiłem o coś Timmy’ego. Nie pamiętam już, o co chodziło. Coś w rodzaju: „Pospiesz się i skończ wreszcie śniadanie, Timmy, musisz przygotować się do wyjścia.” Zamiast, jak dotychczas, biegiem wykonać moje polecenie, Timmy zawahał się. Nie widać było na jego twarzy wyraźnego oporu, ale można było z jego oczu odczytać: „Zastanowię się nad tym.” Spojrzałem na Charlotte, aby upewnić się, czy ona też pojęła wagę tej chwili. Widziałem w jej oczach odbicie moich myśli. Timmy wykonał właśnie kolejny milowy krok w stronę zbudowania własnej, autonomicznej osobowości, dzięki której będzie mógł samodzielnie o sobie decydować. Tym symbolicznym aktem oporu Timmy zakomunikował nam, że czuje się w naszym domu bezpieczny i teraz, jeśli o coś go poprosimy, spełni tę prośbę nie mechanicznie, ale z pełną świadomością naszej miłości i z własnej, nieprzymuszonej woli.